gotujesz dla mnie. obserwuję Cię bacznie znad książki. niemal tańczysz między szafkami, widzę ten znajomy błysk w Twoim oku, blask pasji życia. uśmiecham się do siebie i nie mówię nic, nie trzeba mówić, mowa zawłaszcza i kradnie urok tej pierwotnej wręcz fascynacji. dlatego postanawiam patrzeć. odmawiam spojrzenia całemu światu i kieruję wzrok na Ciebie, sączę wino, które wybierałeś z myślą o mnie, gdzieś w tle śpiewa Nosowska, potem Yorke. jesteśmy, tak bardzo fizyczni i namacalni, chociaż zawieszeni gdzieś 3 metry nad niebem, gdzie nikt nas nie widzi i jesteśmy sami.
oglądamy film, zastanawiam się ile swojego czasu mógłbyś mi oddać. Ty każesz mi po prostu być i pytasz, czy się nie znudzę. nie, odpowiadam, i to jedna z tych rzeczy, których jestem pewna. jak numer PESEL, jak puls, który czujesz trzymając moją dłoń. głaszczesz moje stopy, a czasem spoglądasz tak, jakbyś widział to wszystko, co czai się pod powierzchnią. Twoje spojrzenie wsiąka we mnie, a ja wsiąkam w to spojrzenie, zahipnotyzowana, zaczarowana. jakbym była jedyna na świecie. na Twoim świecie. przez te sekundy jestem.
włączam Ci moje ulubione piosenki, nucę pod nosem, bo przecież wszystkie są poniekąd o Tobie, jak i o mnie. jestem słaba, w Twoich rękach mam konsystencję roztopionej mlecznej czekolady. pokazujesz mi bliskie Ci miejsca, czekamy na wiosnę, kiedy ręka w rękę po ulicach Kopenhagi, kiedy jeziora, kiedy stada saren w okolicach Klampenborg. dobrze, że jednak tu wróciłeś, Kopenhaga traci, Poznań zyskał. ja zyskałam.
spacerujemy na odległość papierosa, stukot moich obcasów rozlega się między blokami. z Tobą nie boję się ciemności, nie boję się już nawet siebie, choć wciąż gryzę się w język by powstrzymać ten potok słów, na które tak bardzo zasługujesz.
piszę do Ciebie list, po raz kolejny płacząc przy tym. odsłaniam przed Tobą o wiele więcej niż ciało. ufam, że wybaczasz mi te chwile szczerości absolutnej, gdy ja i moje myśli stoimy przed Tobą nagie. Twoje oczy lubią mnie i to mnie gubi, w tym się zapadam i znika rzeczywistość. odbieram wszystko mocniej, zmysły wyostrzyły się nagle.
mówisz
moja. i to tak bardzo wystarczy. czuję ładunek emocji stojący za tym słowem.
mój.
Komentuj (3)
każda noc z Tobą tak do innych niepodobna, stoimy w oknie na pierwszym wspólnym postkoitalnym papierosie. drżę, zawinięta w koc, sama nie wiem już czy z zimna czy z emocji. obejmujesz mnie i śpiewasz
love, wtórujesz głosowi lennona sączącemu się leniwie z głośników. za oknem wirują płatki śniegu.
nasz pierwszy taniec. i leżenie na podłodze i wchłanianie muzyki całym ciałem. co z tego, że jest późno, niech sąsiedzi dzwonią choćby do prokuratora, za miłość nie można ukarać.
mruczę Ci, że when I fall in love, it will be forever. i tak właśnie myślę, patrzę w Twoje spokojne oczy, czuję Cię całym ciałem i nabieram pewności. pewności, że chcę być z Tobą. zasypiamy trzymając się za ręce, Twoje przepastne ramiona i szerokie plecy chronią mnie przed koszmarami, a zapach uspokaja. wiem, że pierwsze co zobaczę rano, to Twoje nieprzytomne spojrzenie, pierwsze czego dotknę to Twoje plecy, moje plecy, cały jesteś już mój i nie ma szans, żebym Cię komukolwiek oddała. zrobiłeś mi na stałe nieporządek w chaosie i niech już tak zostanie. śni mi się, że mówisz to słowo. albo nie śni, może naprawdę je mówisz. straciłam już orientację w tym, co jest snem, a co jawą.
czekanie na Twój powrót do domu. otwieram drzwi i widzę ten Twój zmęczony uśmiech i podpuchnięte oczy. całujesz mnie i tulisz, a ja się rozpływam, jak zawsze pod wpływem Twojego dotyku, nie przestawaj, nie teraz.
Komentuj (0)
nic piękniejszego, niż nasze wieczorne rozmowy, gdy sprawiasz, że gotuje mi się w głowie, że natłok myśli ledwo się w niej mieści. inspirujesz, podsycasz to, co we mnie najlepsze. rozkochujesz w sobie każdym słowem.
Komentuj (0)
piszesz do mnie takie rzeczy, po których ciężko zasnąć bez uśmiechu na ustach. ciężko przestać myśleć, bo dobierasz słowa tak, że rozmiękczasz mi serce i wprawiasz kończyny w drżenie. odpowiadam Ci nawet o 3 w nocy, bo nasza korespondencja to coś tak dla mnie ważnego, że mogłabym nie spać nawet 3 dni, żeby odpisać. i żeby w kółko czytać Twoje słowa, słysząc w głowie jak je wypowiadasz, czując ciepło bijące z Twojego spojrzenia i tę nieopisaną aurę czegoś dobrego, którą masz. kolejna piękna piosenka, której będę teraz słuchać z rozbieganymi oczami, roztrzęsionymi dłońmi i trzepoczącym w piersi sercem. im dłużej Cię nie widzę, tym bardziej dygoczą dłonie.
kocham to Miasto w nocy, nawet takie jak wczoraj, mokre i zimne, pokryte pośniegową paćką. światła zdają się migotać bardziej i przyjaźniej, długie spacery przez śliskie ulice nie są utrapieniem. choć marzę już o chwilach, gdy latem noc to będzie goracy, wilgotny oddech rozgrzanych budynków i ulic, gdy powietrze będzie pachnieć słońcem, tak jak moja skóra i będziemy chodzić po mieście za rękę, łapać cienie, przechodzić na światłach w kolorze naszej krwi. a potem będziemy wracać do Ciebie, otwierać okna, słuchać głośno muzyki i kochać się wszędzie, gdzie przyjdzie na to ochota. pić zimne piwo, nie rozstawać się bardziej niż na odległość szeptu i po prostu cieszyć się latem.
Komentuj (1)
wracam do domu i zasypiam, jest 9 rano, i znów wszystko kręci się wokół Ciebie. śnisz mi się, a kiedy się budzę, dalej czuję Cię w sobie. przypominam sobie jak na mnie spojrzałeś dziś w nocy i te słodkie momenty Twojej bezbronności, gdy mam wszystkie Twoje emocje na wyciagnięcie stęsknionej dłoni. słuchanie Twojego oddechu to prawie jak słuchanie Twojego głosu, najpiękniejsza muzyka nocy. wstaję, owijam się w koc i palę, zawsze tego chciałam, palić papierosy na balkonie ukochanego człowieka, a potem zakradać się po cichu do łóżka i czuć jak drży pod wpływem mojego zmarzniętego ciała. robię Ci herbatę, czuję się jak u siebie i powoli zaczynam poznawać szczegóły Twojego mieszkania. myślę, że jesteś tym, dla którego mogłabym zrobić wyjątek od ideału i zamieszkać. ba. nawet z psem, gdybyś chciał.
mówisz, że kochasz gdy Cię masuję. ja myślę, że kocham Ciebie, ale na takie słowa jest o jakieś tysiąc pocałunków i mnóstwo wspólnie obejrzanych filmów za wcześnie. a za te momenty, kiedy całujesz mnie we włosy gotowa byłabym umrzeć. to może być ostatnia rzecz, jakiej chciałabym doświadczyć zanim umrę. jak z czułością, delikatnością muskasz ustami moje włosy, skroń, czoło. jak przytulasz policzek do mojej skroni i oplatasz rękoma moje plecy. trzymasz mocno. wiem, a raczej mam nadzieję, że nie puścisz.
Komentuj (0)
właśnie tak. patrz, jak tonę i znikam. w Twoich oczach, między Twoimi słowami. jak topnieję w Twojej dłoni, silnej i delikatnej jednocześnie. jak zapadam się w bliskie Ci dźwięki, jak zapadam się w Tobie, dzięki Tobie, przez Ciebie.
Komentuj (0)
piszesz dla mnie wiersz, który sprawia, że płaczę. ze szczęścia. trzęsą mi się ręce i nieporadnie odpalam papierosa, tego na miłość. przychodzisz, znajomi witają Cię szerokimi uśmiechami, a ja roziskrzonym spojrzeniem, które chciałoby Ci tyle powiedzieć, które aż krztusi się słowami uznania, wyznania i przyznania do wszystkiego. i chyba to widzisz, bo patrzysz zupełnie tak samo. żartujemy, trochę się alienujemy, jesteśmy sobie dwuosobową, hermetyczną imprezą. kończymy u Ciebie, gdzie czuję się tak bezpiecznie, jak we własnej głowie. pijemy śliwkowy napój bogów, dzielę się z Tobą sercem na pół, znów akompaniuje nam Preisner, a wtedy Ty mówisz rzeczy, które rzucają nowe światło na Ciebie, Twoje ulubione utwory i to, co musiałeś przeżyć by być tu, gdzie jesteś. snujemy plany, chcę zabrać Cię w miejsca, gdzie już byłeś, ale nie ze mną. pokazać Ci je moimi oczami. i pojechać w miejsca, gdzie nigdy nie byłam, banalnie, po babsku zjeść croissanta na Polach Elizejskich. masuję Twoje zmęczone plecy, zdejmuję z Ciebie ciężar wszystkiego, co w sobie nosisz chociaż na ten krótki moment. kochamy się, zwierzam Ci się ze strachów, masz podobne. tulisz moje przestraszone ciało i zadajesz pytania, których nikt nigdy nie zadał. jesteś tak zupełnie inny od wszystkich, których poznałam. najbardziej mój.
unoszę się nieskończoną ilość centymetrów nad chodnikiem. wciąż trzymam Twoją dłoń, a jej ciepło rozlewa się po całym ciele.
Komentuj (1)
czekałam na kogoś takiego jak Ty. na kogoś, do kogo podejdę bez zastrzeżeń, kogo nie skrytykuję na dzień dobry, kto będzie wiedział, że bez pieszczot nadgarstków nie ma miłości. kto dostrzeże szczegóły, detale, słodkie subtelności, kto też będzie mówił piosenkami, kto zobaczy, że pod fasadą złośliwego mutanta bez uczuć bije małe, kobiece serce. i jesteś.
Tobie oddana, wciąż pozostająca w szoku
ja.
Komentuj (0)
parafrazuję ulubione wiersze i czekam na Ciebie na krańcach mojego ciała, tam gdzie skóra. i wiem, że przyjdziesz, chociaż to tak daleko. może nie dziś. ale przyjdziesz.
odtwarzam film pod zamkniętymi powiekami, cały czas czuję ciepło Twojej dłoni i ogrzewa mnie błysk, który masz w oku. w nosie wciąż tkwią maleńkie molekuły Twojego zapachu, pamięć uporczywie rysuje mi przed oczami Twoją twarz, Twój uśmiech, linię Twoich brwi, a nasze śmiechy wciąż dzwonią w uszach. czuję Twój smak nawet przez sen. i te piosenki, które przychodzą mi do głowy. i wszystkie są o Tobie, nagle się stały. to jak na razie krótkometrażowy, ale najlepszy film o miłości jaki widziałam. reżyseria- my. główni aktorzy- my. produkcja- życie. to kino drogi i moralnego niepokoju, żadnych tanich romansów, czysta sztuka filmowa. złota palma pierwszeństwa. to jakby zaczynać całe życie od zera, choć obojgu podzwania u nogi łańcuch od bagażu. i mimo tego można stracić kontakt z rzeczywistością. utonąć. zachłysnąć się, zaistnieć.
Komentuj (2)
jeśli jest coś lepszego, niż być wspólnie w drodze, palić w aucie, słuchać jego śpiewu, jeść stacjobenzynowe hot-dogi, to jest to wspólne spędzanie dwóch nocy pod rząd, oglądanie Jackass 3D, śmiech, głupie żarty, piwo, pocałunki, seks, chodzenie w jego butach, siedzenie w łóżku gdy każde pochłonięte jest swoimi sprawami, odkrywanie jak dobrze jest z kimś na codzień, jak blisko, jak podobnie, jak przezabawnie, jak lubię z nim jeść, śmiać się, oddychać, trzymać rękę tam gdzie może nie wypada jadąc samochodem z ponaddźwiękową prędkością, gdy w uszach dzwoni po raz miliardowy
transatlanticism, a w oku kręci się łza, łza szczęścia, wzruszenia, jedna, jedyna łza, która wyraża więcej, niż powiem, więcej niż nakreślę Ci palcami na skórze, więcej niż oboje jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
żyję już od 252 miesięcy. ale dopiero w tym ostatnim dowiedziałam się, co to naprawdę znaczy Żyć.
Komentuj (1)