Link 14.05.2012 :: 13:03

i będą nocne spacery po Kopenhadze, będzie siedzenie nad morzem do późna, kąpiele w jeziorze w nocy, rowerowanie do najlepszego z muzeów. będzie pięknie. przebieram już nóżkami na myśl o domu na ulicy Łabędziej.
Komentuj (0)


Link 14.05.2012 :: 12:10

nie wierzę. po prostu nie wierzę. najlepsze i najgorsze, że stąd ucieknę. stąd tak, od siebie nie. banalne, smutne, męczące, dręczące i prawdziwe.



bardzo bym chciała, wierz mi. bardzo. zwyczajnie nie wiem jak.
Komentuj (0)


Link 05.05.2012 :: 00:28

nie, tego się nie da wybaczyć. sobie się nie da. wydawało mi się, że nic mnie to nie rusza, do czasu. niedawno zorientowałam się, jaka wyrwa pozostała po tym nic nie wartym meteorze. błysnęło, zawrzało i zgasło, a ja zostawiłam komuś w życiu dziurę w rozmiarze leja po bombie. no pogratulować. niesamowite masz talenta, mourr, w pierdoleniu.

i patrzy. i JAK patrzy. i rozpada mi się to, co normalni ludzie mają za mostkiem.








mourr, Ty głupia kurwo. Ty nicniewarta głupia kurwo. jak nie umiesz kochać, to się chociaż naucz nie krzywdzić.
Komentuj (5)


Link 30.04.2012 :: 11:42

to już nawet nie jest smutne czy żałosne. po prostu jest i przyzwyczajam się do tej myśli jakoś.

może się nauczę. ale najprawdopodobniej tego nie można się nauczyć, więc albo pogodzę się ze stanem spokojnej samotności, albo będę żyć setką tymczasowych żyć i jednorazowych emocji.


nie wiem,

zastanowię się.
Komentuj (1)


Link 29.04.2012 :: 02:28

jednak nie boję się Twojej ręki, całując nadgarstek gdzieś w ciemnym parku. widać pojedyncze gwiazdy, a księżyc zwiastuje kłopoty ze snem. nie wiem co myśleć, gdy wszystko jest so last year, no, prawie.

wracam do domu po najlepszym od dawna dniu, pachnę słońcem i powstrzymuję się od pisania do Ciebie, przecież śpisz.


w kącikach oczu czają się łzy, całe morze, których jakoś nie mogę wypłakać kiedy jesteś obok.
Komentuj (0)


Link 26.04.2012 :: 03:11

jest środek nocy, a ja rozmawiam z osobą, z którą w ogóle nie spodziewałam się rozmawiać. dzielą mnie sekundy od powiedzenia jak się czuję, ale nie, spinam mięśnie dłoni i gryzę się w język, nie. chce mi się płakać i właściwie to marzę, żeby się przytulić zamiast tak kwitnąć przed monitorem. ale nie.

gdybym wiedziała, że sobie poradzę. gdybym wiedziała. ale nie.


nie wiem już jakiś czas gdzie i kim jestem. przestałam się śmiać i nie chce mi się z nikim rozmawiać. nie mam o czym. i nie chce mi się wstawać z łóżka. boję się telefonu.

Twojej ręki pewnie też bym się bała, nie wiem.
Komentuj (0)


Link 21.04.2012 :: 20:02

wymiękam. rozczulają mnie już tylko nocne spacery po Kopenhadze, poza tym nic nie działa. a, przepraszam. jeszcze ładne obrazki w internetach.

mourr, uciekaj stąd. mourr, ty miękki pizdusiu-płaczusiu, od siebie nie uciekniesz.
Komentuj (0)


Link 12.04.2012 :: 13:53

dół jak stąd do wieczności.


sierpniu, szybciej.


mam dość wszystkiego i wszystkich.
Komentuj (1)


Link 31.03.2012 :: 15:01

osiem dni. od ośmiu dni co wieczór obserwuję Miasto z perspektywy piętnastego piętra. migocząca rzeka świateł, feeria barw i chłodny, nocny wiatr.
zadomawiam się, obsesyjnie sprzątam, nie chce mi się wychodzić ze świeżo nabytego domu. to nie miejsce, lecz stan. wciąż zdaje mi się to takie nierealne, codziennie rano budzę się zdumiona i równie zdumiona wracam wieczorem. odchorowuję wszystkie zmiany. teraz. dopiero, gdy powoli wszystko zaczyna przyjmować kształt jakiegoś porządku, zaczynam odczuwać tę pustkę. której nie wypełnię, bo nie potrafię. nie sztuką znaleźć kogoś do łóżka. ba, jest jedna chętna. ale i tak wiem, że po pierwszej euforii znudzi mi się. nie dam rady znieść stałego, ciepłego uczucia, poświęcenia, tej irytującej dobroci i troski, której nie potrafię odwzajemnić.

dopóki nie nauczę się dawać, nie mogę się wiązać.
Komentuj (1)


Link 18.03.2012 :: 11:04

bycie mistrzynią ceremonii, królową ogarnięcia, kierowniczką wycieczki wyciska ze mnie ostatnie krople krwi, potu i łez, robi się patetycznie. przecież nie zwalnia się przed metą, nie zwalnia, nie poddaje, ostatnia ze sztafety nie może upuścić pałeczki. dlatego wciąż walczę, chociaż kosztuje mnie to tak wiele. po wszystkim zasnę i wstanę za dwa tygodnie. a potem przyjdzie sierpień, przyjdzie berlińskie słońce i będę mogła odetchnąć pełną, acz wątłą i nieokazałą, piersią.

niezaspokojone potrzeby dają się we znaki. miesiąc to za długo.
Komentuj (2)


mourr rruom
© nat & sabino